Dopal.org - Forum Dyskusyjne o Używkach i RC
W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia - Wersja do druku

+- Dopal.org - Forum Dyskusyjne o Używkach i RC (https://dopal.org)
+-- Dział: Redakcja (https://dopal.org/forumdisplay.php?fid=61)
+--- Dział: Gazeta forum (https://dopal.org/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Wątek: W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia (/showthread.php?tid=6833)



W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia - doxyou - 08.07.2026

.
.
W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia
.
.
.
 [Obrazek: ttt5.jpg]
.



Dzisiaj pogadam sobie na temat "popadania ze skrajności w skrajność", które widzę niezmiennie często, odkąd zacząłem uczestniczyć w życiu... na przykład tego forum. Ostrzegam, że artykuł zawiera dużo psychologii podanej jako pewnik(a wcale nie musi nim być) i bardzo często generalizuje. Opisuje mój punkt widzenia dodając często mocne subiektywne hipotezy neurobiologiczne. Na forum dyskutujemy głównie o substancjach psychoaktywnych, a te w znakomitej większości prowadzą właśnie do popadania w skrajności w przeróżnych kwestiach, ale najpierw zdefiniujmy czym według słownika jest skrajność: “fakt, zjawisko występujące w krańcowej postaci“. A więc skoro wiemy, że wciąż nic nie wiemy, przejdę do przykładów, żeby zobrazować mój punkt widzenia.



Jakie zatem skrajności widzę wśród ludzi zażywających?
.
Najbardziej rzucającym się w oczy schematem zachowania osoby popadającej w skrajność jest "myślenie czarno-białe", czyli po psychologicznemu tzw. rozszczepienie. Jest to mechanizm obronny, w którym człowiek nie potrafi połączyć pozytywnych i negatywnych cech czegoś lub kogoś w jedną spójną całość. Substancja jest albo "cudownym lekiem na całe zło“, albo "demonem, który niszczy ludzkość“. Takich przykładów mógłbym wymienić co najmniej kilka. Ćpun, niegdyś udzielający się głownie w wątkach o amfetaminie, wesoło piszący tony wiadomości na czacie i zażywający co trzeci dzień, decyduje się na rzucenie. Bardzo odpowiedzialny ruch. Niestety, idzie za tym bardzo często znienawidzenie samej substancji i zrobienie sobie z niej w głowie wroga publicznego numer jeden. Ćpun całkowicie wypiera ze świadomości jakiekolwiek pozytywne efekty substancji czy możliwość kontrolowanego zażywania. Zaczyna mierzyć wszystkich swoją miarą w myśl zasady: "skoro ja się wjebałem, to wszyscy inni też się wjebią“. Następnie za wrogów tudzież ludzi niegodnych jego uwagi uznaje wszystkie osoby (często też przyjaciół), które tę substancję zażywają, a co za tym idzie - również wszelakie fora skupiające takie osoby. Ile to razy przeczytałem już określenia typu “Facebook dla ćpunów“. Taka osoba często też po prostu wypiera ze świadomości sam fakt istnienia substancji i ludzi ją zażywających.



Myślenie czarno-białe z założenia jest negatywnym mechanizmem, natomiast możemy dyskutować, czy wszystkie schematy zachowania przejawiane przez osobę w takim stanie są złe. Choć w większości przypadków konieczne byłoby zazwyczaj dopisanie: "to zależy od osoby i sytuacji": Pierwszy przykład zachowania, który wymieniłem, czyli "znienawidzenie substancji", nie można jednoznacznie uznać ani za negatywne, ani za pozytywne. Zapewne istnieją osoby, którym znienawidzenie czegoś, czego chcą teraz unikać, w jakiś sposób pomoże.



Czytając różne historie, zauważyłem, że jest to mechanizm obronny, z którego często korzystają ludzie przy rozstaniach, żeby ułatwić sobie przejście przez nie. Znienawidzenie, obsmarowanie wśród znajomych i ogólne stworzenie sobie w głowie negatywnej wizji partnera, z którym się rozstają. O ile nie będę się zagłębiał w ten temat, o tyle możemy stwierdzić, że skoro ludziom przy rozstaniach taki mechanizm w jakiś sposób pomaga, to przy rozstaniu z narkotykami również może być skuteczny.



Drugą, pokrewną do pierwszej czynnością jest stworzenie sobie w głowie wizji substancji jako wroga publicznego numer jeden, czegoś najgorszego, co niszczy od pierwszej dawki. Tutaj najprostszym argumentem, jaki przemawia za uznaniem tego zachowania za ogólnie negatywne i szkodliwe, jest to, że wyolbrzymianie w głowie pewnych faktów może być szkodliwe nie tylko dla samego ćpuna, ale również dla jego obecnych, jak i przyszłych kontaktów społecznych. Już wyjaśniam...



Za przykład weźmy osobnika uzależnionego niegdyś i zażywającego rekreacyjne dawki benzodiazepin, który po rozstaniu się z nałogiem uznał benzo za najgorszy i najbardziej szkodliwy lek, jaki kiedykolwiek wyprodukowano. Taki były lekoman poznaje kobietę. Pierwsze trzy spotkania przebiegają znakomicie, rozmowa świetnie się klei, oboje są sobą zachwyceni i czują, że znaleźli miłość życia. Na czwartym spotkaniu ćpun zostaje zaproszony do mieszkania kobiety, gdzie na szafce nocnej zauważa słoiczek Xanaxu. W rzeczywistości kobieta zażywa dawki ściśle zalecone przez lekarza, krótkoterminowo i tylko wtedy, kiedy czuje zbliżający się atak paniki, na które cierpi ale lekoman nie jest w stanie znieść świadomości, że ktoś zażywa benzodiazepiny, bo przecież “to gówno, umrzesz od tego na pewno, nara”. Zatem w sposób mniej lub bardziej kulturalny kończy relację z kobietą, która być może - gdyby nie jego uprzedzenie stosowane jako mechanizm obronny, okazała by się jego miłością życia.



Podany przykład nie jest może najlepszym, jakiego mogłem użyć, natomiast najważniejszy jest jeden fakt: demonizując sobie w głowie substancję, czynność czy miejsce, zamykamy sobie wiele dróg, między innymi również właśnie w sferze relacji z ludźmi. Dla niektórych bowiem substancja, która dla nas była nałogiem, może być lekiem. Przykładem mogą być wspominane już benzodiazepiny stosowane w leczeniu lęku czy amfetamina w leczeniu ADHD.



Z mechanizmem, który opisałem związane jest odcinanie się, a wręcz uznawanie za wrogów wszystkie osób, które są w jakikolwiek sposób powiązane z daną substancją. I tutaj bezdyskusyjnie mamy do czynienia ze szkodliwym mechanizmem zarówno społecznie, jak i indywidualnie dla samego abstynenta. Fakt, odcięcie się od osób zażywających może pozytywnie wpłynąć na odstawienie, natomiast w takim przypadku człowiek zaczyna poświęcać jedną z najważniejszych rzeczy, jakie ma, czyli relacje z innymi ludźmi, a wszystko z powodu panicznego strachu przed powrotem do własnego zażywania. Wiadomo, czym innym jest odcięcie się od kumpli do ćpania, których znasz tylko z melanżu, a czym innym skreślenie wieloletniego przyjaciela, który ogarnia życie, nikomu nie robi krzywdy, a raz w miesiącu zażyje coś rekreacyjnie. Zauważyłem niestety, że ludzie odstawiający, często wrzucają do jednego wora jednych i drugich tracąc wartościowych ludzi, którzy mogliby być dla nich wsparciem w trzeźwości, tylko dlatego, że mają zakodowane w głowie “każdy kto bierze to wróg”



Dlaczego właściwie, to się dzieje? Powodów jest zapewne kilka, ale mam pewną teorię, która wpasuje się prawie wszędzie. Mózg po zakończeniu ciągu na stymulantach cierpi na poważny deficyt dopaminowy. W takim stanie rzeczywistość i sytuacje w których uczestniczy są dla niego albo maksymalnie euforyczne, albo śmiertelnie straszne a atakowanie samej substancji, albo jej użytkowników, to dla takiego mózgu darmowy strzał dopaminy. Szukanie jak najkrótszej drogi do dopaminy, to schemat, który powtarza się prawie u każdego. Działa to po części jak substytut uzależnienia.



Ludzie, którzy rzucają substancje, często z dnia na dzień stają się specjalistami zdrowego żywienia, siłowni, medytacji i biohackingu. Jeśli opuszczą jeden trening, mają co najmniej takie poczucie winy, jakby znowu popłynęli.To jest wciąż ta sama dobrze znana stimiarzom chora struktura osobowości, czyli kompulsja. Zmieniają tylko narzędzie z niszczącego na teoretycznie zdrowe ale psychicznie dalej są w niewoli skrajności, nie ma luzu albo przynajmniej balansu.



Z samego forum można wymienić co najmniej kilku osobników, którzy nie tylko nienawidzą samej substancji, ale czują wręcz kompulsywny przymus nawracania innych. To ten ziomek, który pod pytaniem o dawkowanie jakiejś substancji pisze zazwyczaj coś typu “nie bierz tego, umrzesz” Taki delikwent w większości przypadków robi to, bo panicznie boi się, że kiedy przestanie krzyczeć o szkodliwości narkotyków, to sam zapomni dlaczego przestał brać. Gość nie próbuje ratować Ciebie, tylko zagłuszyć głos, który co wieczór każe mu się naćpać i znajduje milion powodów dlaczego warto, dlaczego nie zaszkodzi. Jak na moje to mechanizm obronny ratujący przed samym sobą i własnym mózgiem, który może działać w trybie skrajnego głodu i usprawiedliwiania zakupu ostatniego grama, albo w trybie skrajnej nienawiści, która ten głód zagłusza.



Kolejną teorią, która nasunęła mi się na myśl dlaczego często osoby, które przestały brać zaczynają pałać tak wielką nienawiścią do substancji. Ćpunowi-abstynentowi zawsze bardzo ciężko przyznać się do porażki. Wszyscy to znamy, bo wszyscy mniej lub bardziej przejawiamy takie zachowania. Narkoman to specjalista od oszukiwania samego siebie. W życiu takiego delikwenta prędzej czy później nadchodzi moment kiedy uświadamia sobie, że przegrał z nałogiem i stoczył się na dno. Żeby ratować swoje ego przed rozsypką mózg podsuwa świetne wytłumaczenie - przerzucić całą odpowiedzialność na substancje i zrobić z niej demona wcielonego, który niszczy od pierwszego razu i NIKT nie jest w stanie nad nią zapanować i brać z głową. Oświecony narkoman wypiera jednocześnie fakt istnienia osób, które potrafią zażywać tą substancję odpowiedzialnie często wmawiając im, że ich kontrola to tylko iluzja i wszyscy skończą tak jak on.



Nie mogę nie wrócić do bardzo często powtarzającego się schematu zachowania. Mianowice usuwania kont na forum i konkretnego przykładu o którym pisałem wcześniej, kiedy to pewien użytkownik wręcz znienawidził forum przeprowadzając krucjatę antyforumową. Nazywając je “Facebookiem dla ćpunów”. Zauważyć możemy więc, że użytkownik nie znienawidził bezpośrednio forum, czy jego użytkowników tylko sam jego zamysł. Jednak po kilku miesiącach widocznie zrozumiał, że zamysł forum jest taki z jakim celem on na nie przychodzi, bo wrócił na innym koncie. Ale wracając do samego obsesyjnego usuwania kont na forum, wszelkich śladów swojej aktywności, zrywania kontaktu ze wszystkimi znajomymi z tamtych lat... Ćpun w amoku próbuje dokonać brutalnego resetu swojego życia i fizycznie wymazać ślady tego kim był. Często również wmawiając sobie, że on jako nieradzący sobie narkoman nie istniał, a historia zaczyna się od momentu kiedy wyrzucił ostatnią samarkę, co jest oczywiście iluzją na dłuższą metę nieskuteczną a nawet niebezpieczną. W całym tekście staram się zachować neutralność w kwestii tego jak należy postępować, ale pozwolę sobie wtrącić. Prawdziwa zdrowa trzeźwość polega na rozliczeniu się ze swoją przeszłością i przede wszystkim wyciągnięcia z niej zdrowych wniosków. Udając, że to co narozrabialiście w przeszłości nigdy się nie wydarzyło pozbawiacie się lekcji życia i notabene stajecie się bezbronni kiedy przyjdzie kolejny kryzys.(A przyjdzie, bo przychodzi zawsze).



Powtarzającym się również schematem jest narzucanie sobie przez oświeconego ćpuna potężnego rygoru typu: pobudka o 5 rano, łykanie 70 suplementów na naprawę zepsutej głowy, zupa mleczna, trening, zimny prysznic, no fap, samorozwój i liczenie kalorii co do sztuki. Mózg abstynenta zazwyczaj nie rezygnuje z potrzeby kompulsji, tylko zmienia ich obiekt. Problem pojawia się w momencie kiedy swoje prawdy objawione stara się narzucać innym ludziom, czy użytkownikom forów terroryzując ich w sposób jaki już omówiliśmy sobie kilka akapitów temu.



Na naszym forum oczywiście też możemy znaleźć takie przypadki, szkodliwe nie tyle dla społeczności, co dla samych siebie. Takie zachowanie tworzy poważne konflikty społeczne. Nie biorąc już za przykład skrajnego odklejenia i stania się domowym tyranem, tylko sytuację gdzie dwóch użytkowników pokłóciło się bodajże o przyswajalność witaminy b12, jeden sugerował większą dawkę, żeby zrekompensować słabą przyswajalność, a drugi zawzięcie próbował go przekonać do swojej odmiennej racji, co wywołało krótką ale zapewne nieprzyjemną dla obu panów i niepotrzebną awanturę na czacie Konflikt może i w normalnych warunkach nieszkodliwy, ale w tym przypadku podszyty niektórymi schematami zachowania omówionymi w tym artykule.



Dlaczego piszę ten artykuł? Widziałem już dziesiątki takich krucjat antyforumowych, antydopalaczowych i nawróconych proroków, specjalistów od suplementów i nootropów wmawiających mi swoje racje, w które sami właściwie nie wierzą, ale krzyczą głośno, żeby zagłuszyć głosy głodu. Nie czuję się więc osobą, która przeczytała 3 opracowania psychologiczne i bierze się za pisanie własnych, tylko taką, która przez lata patrzyła na takie sytuacje i może przedstawić swój punkt widzenia.



Podsumowując: ucieczka z jednej skrajności w drugą, której często nawet nie zauważacie, to nadal taka sama niewola, tylko ładniej wyglądająca z zewnątrz. Można zaakceptować swoją przeszłość bez jej idealizowania i demonizowania. Kiedy zamiast kreski zmuszasz się do zimnego prysznica i nienawidzisz wszystkich, którzy robią inaczej. Mózg oszukuje Cię, że wygrałeś i konsekwentnie podlewa dopaminą. Natomiast prawdziwa wolność pojawia się wtedy, kiedy pogodzisz się ze swoją przeszłością, wyciągniesz odpowiednie wnioski i będziesz potrafił spojrzeć na substancję, bądź jej użytkowników bez emocji, ani negatywnych, ani pozytywnych. Wtedy można mówić o stabilizacji i kontroli, czego życzę wszystkim, którzy próbują rozstać się z nałogiem.



A na koniec jako kwintesencję wkleję zdanie z początku akapitu, które jak się okazuje może być idealnym podsumowaniem całego artykułu:
Ucieczka z jednej skrajności w drugą, to nadal taka sama niewola, tylko ładniej wyglądająca z zewnątrz.
Można zaakceptować swoją przeszłość bez jej idealizowania i demonizowania.



RE: W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia - horsii - 08.07.2026

Artykuł tygodnia dla jego