Forum TOR
Już teraz zapraszamy na nasze forum w sieci TOR.dopal67vkvim2qxc52cgp3zlmgzz5zac6ikpz536ehu7b2jed33ppryd.onion
Kopiuj adres
W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia
10.07.2026, 23:14
Mocny artykuł, ale się jutro kontrodpowiedziami zaatakuje, bo mam trochę pytań co do niego. W końcu doxyou nie piszesz wypocin czatowych, a coś co z ciekawością przeczytam.
Dobra, otóż Panie kolego stwierdzę, że każda skrajność jest zła, ale jeżeli chodzi o formę demonizowania tego co się zrobiło pod wpyłwem narkotyków, poznanych również osób w tym temacie, to jest jedna z mocnych oznak chęci zerwania z tym klimatem definitywnie. Nie da się być w abstynencji i wracać na stare podwórka w tym odmiennym statusem neofity, któremu się udało. Znałem takie osoby, które kończyły odwyki i nie robiły tego, tylko szły do mnie po towar. Ja wtedy mocno potępiałem takie zachowanie, bo uważałe się za lepszego od nich, ale dzieliła nas tylko jedynie kwestia brania narkotyków. Nic więcej. Wiem też z zautopsji, że tego typu praktyki zawkazywania utrzymywania kontaktu z innymi jest zalecane przez specjalistów od terapii uzależnień. Znikoma ekspozycja na doświadczenia z takimi osobami uruchamia głody narkotykowe, co w konsewencji prowadzi do jednego. Dla mnie spalenie wszystkich mostów jest jedyną wartą ścieżką ku zdrowieniu.
Syndrom matki teresy i chęci pomocy znajomym, to taki efekt łatania swoich grzechów. W czynnych uzależnieniach ludzie robią potworne rzeczy, które zostają na głowie i w jakiś sposób chcą się rozliczyć podświadomie z przeszłością właśnie w taki sposób. Niektórym to się udaje i stają się turbo specjalistami od uzależnień, a inni walczą z wiatrakami. Hasło tej choroby, to zaryć ryjem o beton tak żeby można było co zbierać i się otrząsnąć, albo iść dalej. Tak na prawdę żadna osoba nie pomoże kiedy osoba wpierdolona w kanał sama tego nie zrozumie.
Akceptacja przeszłości to proces długotrwały i nie zawsze skuteczny, sam mam takie przypadki, że do tej pory nie zaakceptowałem kurewskich ruchów od moich pseudo ziomków i nieraz mam przez to koszmary, bo najchętniej dokonałbym vendety, ale szkoda mi na to czasu i energii. Mam swoje życie, chociaż modlę się o to, żeby dotknęli tego co ja przez nich przecierpiałem. Chuj w dupę z tym. Życie nie jest czarno białe, ale czasami trzeba podjąć radykalne decyzje, bo to w tej grze się gra w jedną stronę śmierci. Każdego to czeka, ale nie wiadomo kogo.
Dobra, otóż Panie kolego stwierdzę, że każda skrajność jest zła, ale jeżeli chodzi o formę demonizowania tego co się zrobiło pod wpyłwem narkotyków, poznanych również osób w tym temacie, to jest jedna z mocnych oznak chęci zerwania z tym klimatem definitywnie. Nie da się być w abstynencji i wracać na stare podwórka w tym odmiennym statusem neofity, któremu się udało. Znałem takie osoby, które kończyły odwyki i nie robiły tego, tylko szły do mnie po towar. Ja wtedy mocno potępiałem takie zachowanie, bo uważałe się za lepszego od nich, ale dzieliła nas tylko jedynie kwestia brania narkotyków. Nic więcej. Wiem też z zautopsji, że tego typu praktyki zawkazywania utrzymywania kontaktu z innymi jest zalecane przez specjalistów od terapii uzależnień. Znikoma ekspozycja na doświadczenia z takimi osobami uruchamia głody narkotykowe, co w konsewencji prowadzi do jednego. Dla mnie spalenie wszystkich mostów jest jedyną wartą ścieżką ku zdrowieniu.
Syndrom matki teresy i chęci pomocy znajomym, to taki efekt łatania swoich grzechów. W czynnych uzależnieniach ludzie robią potworne rzeczy, które zostają na głowie i w jakiś sposób chcą się rozliczyć podświadomie z przeszłością właśnie w taki sposób. Niektórym to się udaje i stają się turbo specjalistami od uzależnień, a inni walczą z wiatrakami. Hasło tej choroby, to zaryć ryjem o beton tak żeby można było co zbierać i się otrząsnąć, albo iść dalej. Tak na prawdę żadna osoba nie pomoże kiedy osoba wpierdolona w kanał sama tego nie zrozumie.
Akceptacja przeszłości to proces długotrwały i nie zawsze skuteczny, sam mam takie przypadki, że do tej pory nie zaakceptowałem kurewskich ruchów od moich pseudo ziomków i nieraz mam przez to koszmary, bo najchętniej dokonałbym vendety, ale szkoda mi na to czasu i energii. Mam swoje życie, chociaż modlę się o to, żeby dotknęli tego co ja przez nich przecierpiałem. Chuj w dupę z tym. Życie nie jest czarno białe, ale czasami trzeba podjąć radykalne decyzje, bo to w tej grze się gra w jedną stronę śmierci. Każdego to czeka, ale nie wiadomo kogo.
| Wiadomości w tym wątku |
|
W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia - przez doxyou - 08.07.2026, 04:41
RE: W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia - przez horsii - 08.07.2026, 06:52
RE: W niewoli skrajności - Patologiczna psychologia - przez HariboWPP - 10.07.2026, 23:14
|

